Do mnie jednak najbardziej przemówił pomysł na rzodkiewkowe pesto... Połączyłam w jedno dwa fantastyczne przepisy - jeden stworzony przez Anię od polskich truskawek, a drugi przedstawiła na swoim blogu Bea w kuchni.
Na swoje pesto zużyłam:
- liście z jednego pęczka rzodkiewek
- opakowanie pistacji (ok. 120g)
- ziarna słonecznika (tyle, ze przykryły dno patelni o średnicy ok. 20 cm)
- pęczek szczypiorku
- 4 ząbki czosnku (było bardzo czosnkowe)
- garść startego sera pecorino romano (przywieziony przez rodziców z Włoch... pycha!)
- sól i pieprz
- oliwa
Zaczęłam od wyłuskania pistacji i utłuczenia ich w moździerzu (nowy zakup kuchenny :-) ). Uprażyłam też ziarna słonecznika i umyłam liśćie rzodkiewki, żeby pozbyć się możliwie najwięcej piachu... Posiekałam wstępnie liście i szczypiorek (warto się do tego przyłożyć, bo potem może być ciężko wszystko zblendować). Dorzuciłam ząbki czosnku pokrojone na kilka części, pistacje i słonecznik, starty ser, zalałam oliwą (około 3 łyżek) i zaczęłam miksować. Potem dodałam więcej oliwy, aby miało wszystko ładną, oczekiwaną konsystencję.
Pesto wyszło bardzo czosnkowe i oczywiście nie pozwliłam mu długo czekać na konsumpcję ;-) już następnego dnia zorganizowałam kolecję z okazji powrotu z wakacji rodziców i babć. W roli głównej było razowe spaghetti z moim pesto i pieczonymi pomidorami ( kolejny rewelacyjny przepis z bloga Gotuje, bo lubi) oraz z pieczonymi polędwiczkami. Było bosko!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz