czwartek, 9 sierpnia 2012

Clafoutis wreszcie zmajstrowany!

Po długim wierceniu w brzuchu przez Szacowną Panią Matkę, zrobiłam wreszcie jej upragniony clafoutis. Niestety bez czereśni i wiśni, bo sezon zdązył minąć... ale może i na szcęście, bo chyba nikt w rodzinie nie posaida drylownicy, a nie wszyscy sa na tyle tolerancyjni, żeby jeść ciacho z pestkami...:)

Aby zrealizować życzenie posłuzyłam się przepisem na Clafoutis czereśniowo-waniliowy z tej oto strony:
http://ugotuj.to/ugotuj/24320855/Clafoutis+czere%C5%9Bniowo-waniliowy/p/

i oczywiście dostosowałam go do moich realiów kuchni. A zatem potrzebne składniki:

4 ładnie dojrzałe nektarynki (alo to brzoskwinki, bo mialy meziatą skórkę jednak)
4 łyżki brązowego cukru
3 łyżki mocnego alkoholu (ja akurat wlewalam coś w stylu brandy, ale mógły być też koniak lub winiak jakiś)
3 duże jajka (z numerem 0 lub 1, bo innych nie kupuję)
50g mąki (tak jest w przepisie, u mnie po prostu nieco ponad pół kubka)
150 ml mleka
200ml śmietanki kremówki
2 torebki cukru waniliowego
masło do wysmarowania formy

I bierzemy się do dzieła. Rozgrzewamy piekarnik do 190°C (z termoobiegiem wystarczy 170°C). Smaruję naczynie żaroodporne masłem i wykładam na dno pokrojone na niezbyt wielkie kawałki (ja kroiłam na połowę, potem połówke na około sześć cząstek i każdą cząstkę jescze w poprzek na pół. Skrapiamy alkoholem i posypujemy 2 łyżkami brązowego cukru. W oddzielnej misce rozbijamy mikserem jajka (ja zawsze dodaję szczyptę soli). Gdy będą puszyste, dodajemy dosatkowe 2 łyżki curku brązowego, cukier waniliowy, mąkę, mleko, śmietankę i ewentualnie jeszcze ze dwie łyżki alkoholo (ja zapomniałam oczywiście...). Gdy masa będzie ładna i gladka (przypomina trochę ciasto nalesnikowe) zalewamy nią owoce w naczyniu żaroodpornym. Pieczemy 35-40 min (ja pieklam 42 minuty). Wierzch powinien być leko przyrumieniony i jasnozłoty. A w środku powinno byc miękkawe i choc to nie brzmi jak reklama - trochę jak niedosmażony naleśnik.
W przepisie napisali, aby podawać lekko ciepłe i posypane cukrem pudrem. Ja cukru pudru nie miałam, ale dla mnie było wystarczająco słodkie. Dla większych słodzióchów mozna po prostu posypać nawet cukrem brązowym na wierzchu.

Szybkie. Proste. Dobre! Czyli zgodne z moją wizją kuchennych wytworów.