Kto był w Brukseli i nie zjadł prawdziwego brukselskiego rarytasu - FRYTEK - ten... nie był w Brukseli!
Frytki muszą pochodzić z Chez Antoine na Place Jordan i być z sosem (jednym z tysiąca...:-). Radzę wziąć małą porcję, nawet jak jest się bardzo głodnym. Można je jeść w pobliskim barze popijając belgijskim piwem (bardzo pasuje do tego Vedet lub zwykłe Leffe) lub tuż obok w Parc Leopold - z widokiem na kaczki!
środa, 31 lipca 2013
inna kolacja w Strasburgu
Kiedy jest się gdzieś, gdzie zazwyczaj się nie bywa, można iść do knajpki i posmakować lokalnych specjałów. Można też iść do sklepu i pokontemplować lokalne smaki w jakims zacisznym miejscu...

croissanty, suszona kiełbasa (ostra!), ser kozi, ser żółty z Alzacji
Planteur Punch (piękna etykieta!) i San Pellegrino
świetna książka
Strasburg, czerwiec 2013
letni lunch w pracy
Nie trzeba wcale wiele zachodu, aby zjeść coś smacznego na lunch. Czasem, zwłaszcza gdy jest upał, stanie orzy garnkach jest ostatnią rzeczą, na którą można się dobrowolnie zgodzić.
Ten prosty lunch to 4 kromki chleba razowego, plasterki pieczonego schabu, kozi serek do smarowania, rukola i oczywiście symbol pierwszej połowy lata - TRUSKAWKI!
zupa pomidorowa dla leniuchów
Do garnka wrzucam dwie puszki pokrojonych pomidorów i zaczynam gotować na wolnym ogniu. Jednocześnie obok, na patelni, na odrobinie oliwy przesmazamy posiekaną cebulkę - ja lubię pokrojoną w piórka.
Gdy cebula będzie ładnie zrumieniona na brązowo, dokładam ją do gorących pomidorów - razem z oliwą, na ktorej się smażyła. Doprawiam je pieprzem i jeszcze chwilę podgrzewam.
Nalewam do miseczek, wrzucam do środka posiekaną bazylię (ilość wedle uznania) oraz pokruszoną lub pokrojoną mozzarellę.
Podaję z chlebem przypieczonym w tosterze i natartym ząbkiem czosnku.
Oczywiście bardzo łatwo taką zupę zrobić ze świeżych pomidorów, zwłaszcza w sezonie pomidorowym, kiedy ceny pomidorów nie odstraszają za bardzo.
piątek, 26 lipca 2013
Konfitury malinowe
W letnim szale owocowo-warzywnym zdarza kupić mi się za dużo. I tak właśnie było ostatnio, gdy kupiłam mnóstwo czereśni i jeszcze maliny. Oczywiście maliny (moje ulubione owoce) pozostały nietknięte i zaczęly powoli zbliżać się do stanu zepsucia.
Postanowiłam więc wykorzystać je na konfitury - takie na szybko, do zużycia niemal od razu.
Przepis, a raczej inspiracja pochodzi z tej książki (bardzo się sprawdza, chociaż to książka kupiona za 9,99 w Biedronce :) ).
Proporcje zaproponowane tutaj to 1kg cukru na 1kg malin. Ale moim zdaniem to trochę przesada. Lepiej dodać mniej cukru.
Maliny zasypałam na noc cukrem, miały puścić sok, ale nie puściły... Więc po prostu wrzuciłam je na rozgrzaną patelnię. Zalałam dwiema łyżkami whisky (może być brandy lub coś podobnego). Przez moment smażyłam na dużym ogniu, potem około 10 minut na małym i znowu chwilę na dużym. Wtedy soku zrobiło się duuużo :)
Smażyłam, aż uzyskałam pożądaną konsystencję. I przełożyłam gorącą do wyparzonych słoiczków, które przez dzień stały do góry nogami. Voila! Ot i całość :)
Postanowiłam więc wykorzystać je na konfitury - takie na szybko, do zużycia niemal od razu.
Przepis, a raczej inspiracja pochodzi z tej książki (bardzo się sprawdza, chociaż to książka kupiona za 9,99 w Biedronce :) ).
Proporcje zaproponowane tutaj to 1kg cukru na 1kg malin. Ale moim zdaniem to trochę przesada. Lepiej dodać mniej cukru.
Maliny zasypałam na noc cukrem, miały puścić sok, ale nie puściły... Więc po prostu wrzuciłam je na rozgrzaną patelnię. Zalałam dwiema łyżkami whisky (może być brandy lub coś podobnego). Przez moment smażyłam na dużym ogniu, potem około 10 minut na małym i znowu chwilę na dużym. Wtedy soku zrobiło się duuużo :)
Smażyłam, aż uzyskałam pożądaną konsystencję. I przełożyłam gorącą do wyparzonych słoiczków, które przez dzień stały do góry nogami. Voila! Ot i całość :)
wtorek, 23 lipca 2013
Dobra Żona czyli ciasto jogurtowe z morelami
Męża zawiozłam na męski wieczór gry w pokera i uzyskany w ten sposób wolny czas w magiczny sposób zamieniłam w czas zajęty - trzeba było zrobić zakupy, a mi od rana chodził po głowie przepis z bloga Make Life Easier na jogurtowe ciasto z morelami: http://www.makelifeeasier.pl/gotowanie/prosty-przepis-na-jogurtowy-placek-z-morelami
Przepis jest faktycznie prosty, bardzo podobny do tego, który już nie raz robiłam :-) ale jako że jestem na diecie, powstrzymałam się od dodania białej czekolady (chociaż kusiło, bo tego składnika jeszcze do ciasta żadnego nie dodawałam).
Potrzebne jest:
trochę moreli - garść duża
200g cukru
250g mąki (użyłam bezglutenowej, kolejny eksperyment, mam nadzieję, że będzie udany, bo mąka bezglutenowa w kruszonce na crumble się nie sprawdziła...)
4 jajka
Kubek jogurtu
Ten sam kubek oleju
Łyżeczka proszku do pieczenia
Cukier waniliowy
Otarta skórka z cytryny
Szczypta soli
Odrobina masła do wysmarowania blachy
Papier do pieczenia do wyłożenia tejże blachy (bardzo sprytny myk! - świetnie się trzyma papier lachy)
Blacha (u mnie 40x24cm)
Umyte, pokrojone w ćwiartki morele bez pestek trzeba ułożyć na dnie blachy wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem.
Jajka utarłam z cukrem i cukrem waniliowym. Potem dodałam jogurt, olej, skórkę z cytryny i wymieszałam. W następnym etapie przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia i odrobiną soli. Po wymieszaniu wylałam wszystko na morele i wstawiłam do piekarnika - 180 stopni C, 45 minut.
Potem odstawia się na kratkę do wystudzenia i podaje posypane cukrem pudrem... Mam nadzieję, że będzie pycha! No i... Mąż będzie zadowolony ;-P
PS No i mąż był zadowolony... tak bardzo, że nie zdążylam zrobić zdjęcia ciacha posypanego cukrem pudrem...
PS 2 Mąka bezglutenowa sprawiła, ze ciacho bylo dość suche - chyba trzeba wymyśleć jakiś patent na uzywanie tej mąki.
Przepis jest faktycznie prosty, bardzo podobny do tego, który już nie raz robiłam :-) ale jako że jestem na diecie, powstrzymałam się od dodania białej czekolady (chociaż kusiło, bo tego składnika jeszcze do ciasta żadnego nie dodawałam).
Potrzebne jest:
trochę moreli - garść duża
200g cukru
250g mąki (użyłam bezglutenowej, kolejny eksperyment, mam nadzieję, że będzie udany, bo mąka bezglutenowa w kruszonce na crumble się nie sprawdziła...)
4 jajka
Kubek jogurtu
Ten sam kubek oleju
Łyżeczka proszku do pieczenia
Cukier waniliowy
Otarta skórka z cytryny
Szczypta soli
Odrobina masła do wysmarowania blachy
Papier do pieczenia do wyłożenia tejże blachy (bardzo sprytny myk! - świetnie się trzyma papier lachy)
Blacha (u mnie 40x24cm)
Umyte, pokrojone w ćwiartki morele bez pestek trzeba ułożyć na dnie blachy wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem.
Jajka utarłam z cukrem i cukrem waniliowym. Potem dodałam jogurt, olej, skórkę z cytryny i wymieszałam. W następnym etapie przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia i odrobiną soli. Po wymieszaniu wylałam wszystko na morele i wstawiłam do piekarnika - 180 stopni C, 45 minut.
Potem odstawia się na kratkę do wystudzenia i podaje posypane cukrem pudrem... Mam nadzieję, że będzie pycha! No i... Mąż będzie zadowolony ;-P
PS No i mąż był zadowolony... tak bardzo, że nie zdążylam zrobić zdjęcia ciacha posypanego cukrem pudrem...
PS 2 Mąka bezglutenowa sprawiła, ze ciacho bylo dość suche - chyba trzeba wymyśleć jakiś patent na uzywanie tej mąki.
Ciasteczka bananowo-owsiane
Czy słodnie musi być grzeszne, czy może być zdrowe? Otóż może to drugie i nie musi tego pierwszego!
Wystarczą dwa dojrzałe banany (im bardziej dojrzałe, tym lepiej), szklanka płatków owsianych, widelec i piekarnik :-)
Obrane banany rozgnaitamy widelcem, nie musi by idealnie rozciapany, ale przyzwoicie. Dodajemy do bananowej papki szklankę płatków owisanych i mieszamy. Ewentualnie możemy dorzucić i wmieszać rodzynki, suszoną żurawinę, wiórki kokosowe, płatki migdałowe, rozgniecione orzechy - słowem - co kto lubi!
Na papierze do pieczenia formujemy ciastka i wstawiamy na 15 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni C.
Gotowe ciastka są lekko miękkie, słodkie same w sobie i smakują nawet osobom nie bedącym fanami zdrowego odżywiania. A przepis pochodzi stąd: http://pinterest.com/pin/385057836860915686/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























