nie znoszę zastanawiać się co zjeść na lunch. nie lubię również jeść sama w miejscach publicznych, a nie zawsze uda mi się mieć przygotowany dzień wcześniej w domu obiad/lunch na wynos...
stojąc przed dylematem co zjeść na mieście, aby było smacznie i względnie zdrowo, zazwyczaj ląduję w pobliskim sklepie. kupuję 2 pomidory, ser mozzarella, ziarna słonecznika i pieprz. i voila - sałatka gotowa.
poniedziałek, 15 października 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Clafoutis wreszcie zmajstrowany!
Po długim wierceniu w brzuchu przez Szacowną Panią Matkę, zrobiłam wreszcie jej upragniony clafoutis. Niestety bez czereśni i wiśni, bo sezon zdązył minąć... ale może i na szcęście, bo chyba nikt w rodzinie nie posaida drylownicy, a nie wszyscy sa na tyle tolerancyjni, żeby jeść ciacho z pestkami...:)
Aby zrealizować życzenie posłuzyłam się przepisem na Clafoutis czereśniowo-waniliowy z tej oto strony:
http://ugotuj.to/ugotuj/24320855/Clafoutis+czere%C5%9Bniowo-waniliowy/p/
i oczywiście dostosowałam go do moich realiów kuchni. A zatem potrzebne składniki:
4 ładnie dojrzałe nektarynki (alo to brzoskwinki, bo mialy meziatą skórkę jednak)
4 łyżki brązowego cukru
3 łyżki mocnego alkoholu (ja akurat wlewalam coś w stylu brandy, ale mógły być też koniak lub winiak jakiś)
3 duże jajka (z numerem 0 lub 1, bo innych nie kupuję)
50g mąki (tak jest w przepisie, u mnie po prostu nieco ponad pół kubka)
150 ml mleka
200ml śmietanki kremówki
2 torebki cukru waniliowego
masło do wysmarowania formy
I bierzemy się do dzieła. Rozgrzewamy piekarnik do 190°C (z termoobiegiem wystarczy 170°C). Smaruję naczynie żaroodporne masłem i wykładam na dno pokrojone na niezbyt wielkie kawałki (ja kroiłam na połowę, potem połówke na około sześć cząstek i każdą cząstkę jescze w poprzek na pół. Skrapiamy alkoholem i posypujemy 2 łyżkami brązowego cukru. W oddzielnej misce rozbijamy mikserem jajka (ja zawsze dodaję szczyptę soli). Gdy będą puszyste, dodajemy dosatkowe 2 łyżki curku brązowego, cukier waniliowy, mąkę, mleko, śmietankę i ewentualnie jeszcze ze dwie łyżki alkoholo (ja zapomniałam oczywiście...). Gdy masa będzie ładna i gladka (przypomina trochę ciasto nalesnikowe) zalewamy nią owoce w naczyniu żaroodpornym. Pieczemy 35-40 min (ja pieklam 42 minuty). Wierzch powinien być leko przyrumieniony i jasnozłoty. A w środku powinno byc miękkawe i choc to nie brzmi jak reklama - trochę jak niedosmażony naleśnik.
W przepisie napisali, aby podawać lekko ciepłe i posypane cukrem pudrem. Ja cukru pudru nie miałam, ale dla mnie było wystarczająco słodkie. Dla większych słodzióchów mozna po prostu posypać nawet cukrem brązowym na wierzchu.
Szybkie. Proste. Dobre! Czyli zgodne z moją wizją kuchennych wytworów.
Aby zrealizować życzenie posłuzyłam się przepisem na Clafoutis czereśniowo-waniliowy z tej oto strony:
http://ugotuj.to/ugotuj/24320855/Clafoutis+czere%C5%9Bniowo-waniliowy/p/
i oczywiście dostosowałam go do moich realiów kuchni. A zatem potrzebne składniki:
4 ładnie dojrzałe nektarynki (alo to brzoskwinki, bo mialy meziatą skórkę jednak)
4 łyżki brązowego cukru
3 łyżki mocnego alkoholu (ja akurat wlewalam coś w stylu brandy, ale mógły być też koniak lub winiak jakiś)
3 duże jajka (z numerem 0 lub 1, bo innych nie kupuję)
50g mąki (tak jest w przepisie, u mnie po prostu nieco ponad pół kubka)
150 ml mleka
200ml śmietanki kremówki
2 torebki cukru waniliowego
masło do wysmarowania formy
I bierzemy się do dzieła. Rozgrzewamy piekarnik do 190°C (z termoobiegiem wystarczy 170°C). Smaruję naczynie żaroodporne masłem i wykładam na dno pokrojone na niezbyt wielkie kawałki (ja kroiłam na połowę, potem połówke na około sześć cząstek i każdą cząstkę jescze w poprzek na pół. Skrapiamy alkoholem i posypujemy 2 łyżkami brązowego cukru. W oddzielnej misce rozbijamy mikserem jajka (ja zawsze dodaję szczyptę soli). Gdy będą puszyste, dodajemy dosatkowe 2 łyżki curku brązowego, cukier waniliowy, mąkę, mleko, śmietankę i ewentualnie jeszcze ze dwie łyżki alkoholo (ja zapomniałam oczywiście...). Gdy masa będzie ładna i gladka (przypomina trochę ciasto nalesnikowe) zalewamy nią owoce w naczyniu żaroodpornym. Pieczemy 35-40 min (ja pieklam 42 minuty). Wierzch powinien być leko przyrumieniony i jasnozłoty. A w środku powinno byc miękkawe i choc to nie brzmi jak reklama - trochę jak niedosmażony naleśnik.
W przepisie napisali, aby podawać lekko ciepłe i posypane cukrem pudrem. Ja cukru pudru nie miałam, ale dla mnie było wystarczająco słodkie. Dla większych słodzióchów mozna po prostu posypać nawet cukrem brązowym na wierzchu.
Szybkie. Proste. Dobre! Czyli zgodne z moją wizją kuchennych wytworów.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Podnieś mnie i mój nastrój czyli Tiramisu
Sprawa jest prosta - jeśli komuś bliskiemu lub Tobie nie jest dziś najlepiej, zrób tiramisu. Świat będzie lepszy.
Potrzeba:
500g serka mascarpone
2 spore żółtka
2 łyżki cukru
2 opakowania biszkoptów języczków
5 łyżeczek kawy rozpuszczalnej
5 łyżeczek cukru
Kakao gorzkie do posypania
Potrzeba:
500g serka mascarpone
2 spore żółtka
2 łyżki cukru
2 opakowania biszkoptów języczków
5 łyżeczek kawy rozpuszczalnej
5 łyżeczek cukru
Kakao gorzkie do posypania
Robimy 3/4 kubka kawy, słodzimy 5 łyżeczek i studzimy. W międzyczasie ucieramy żółtka z dwoma łyżkami cukru. Następnie do kogla-mogla dodajemy stopniowo po łyżce mascarpone, aż wymieszamy całość na jednolitą masę. Na dnie naczynia układamy płasko biszkopty. Nasączamy je kawą (ok. łyżkę na biszkopt). Na wierzch wykładamy połowę masy mascarpone. Potem znowu kładziemy biszkopty, nasączamy i wykładamy resztę masy. Całość posypujemy gorzkim kakao. Wrzucamy do lodówki na ok. 2 godziny. A potem opychamy się nieprzyzwoicie.
wtorek, 3 lipca 2012
Sałatka tabule
Sałatka tabule lub tabbouleh to super łatwa i szybka arabska sałatka z kuskusem, którą wypróbowałam wczoraj.
25 dag kaszki kuskus
sok z 1-2 cytryn
6-8 łyżek oliwy z oliwek
4 pomidory
2 cebule
duuużo zielonej pietruszki
pieprz
Kaszę zalewamy wrzącą lekko osoloną wodą - najlepiej tak, jak jest napisane na opakowaniu.
Pomidory i pietruszkę siekamy bardzo drobno (tak, jak się da, mi nie wychodzi) i wraz z oliwą, wyciśnietym sokiem z cytryny i łyżeczką (albo i dwoma...:) pieprzu mieszamy z kaszą. Odstawiamy do lodówki i niech czeka na nasz głód!
Tabule można spokojnie przygotować dzień wcześniej, wtedy w lodówce smaki w sałatce ładnie się przegryzą i będzie dobrze schłodzona. Świetnie samkuje w upalny dzień, taki jak dzisiaj (a jest przynajmniej 33 stopni...)
Można też dodać pokrojonego drobno ogórka, paprykę, posiekany czosnek i kolendrę. Myślę, że pasowałaby też otarta skórka z cytryny. Ale z samymi pomidorami też robi wrażenie!
PS Nazwa sałatki podobno pochodzi od arabskiego słowa taabil, które oznacza przyprawę. Nazywana jest też u nas często sałatka libańską.
niedziela, 8 stycznia 2012
obiad na lenia
Będzie bez zdjęcia, ale czasem leniwe obiady się zdarzają (zwłaszcza w weekendy) i nawet aparatu się nie chce wziąć do ręki.
Zasada leniwego obiadu jest prosta - minimum czasu w kuchni, maksimum na kanapie.
Zakupiłam podudzia i pałki z kurczaka (po 4 sztuki każdego). Wstawiłam piekarnik na 200 stopni. Umyłam mięso i ułożyłam w lekko polanym olejem naczyniu żaroodpornym. Popieprzyłam, minimalnie posiliłam, oprószyłam ziołami prowansalskimi. Na każdą część kuraka położyłam ok. 1,5 łyżeczki miodu i tyle samo ketchupu chilli (zakupionego w ulubionym sklepie Delikatesy Dookoła Świata).
Potem na jakieś 45 minut do piekarnika (ale spokojnie może siedzieć sobie tam i godzinę, jeśli nie chce się Wam wstawać do niego wcześniej z kanapy). W międzyczasie gotuję ziemniaki - jak zawsze w skórkach, coby się nie męczyć obieraniem i paznokci sobie nie niszczyć...
Wczoraj kurczaka podałam z dynią wg. Najsztuba (przepis z grudniowych Wysokich Obcasów Extra, wykorzystany podczas jesiennego szału przetworowego, który kiedyś oczywiście opiszę).
Smakowało, starczyło na dwa leniwe obiady weekendowe (drugiego dnia ziemniaki podgrzewały się w sosie i były mmmmm!).
Składniki:
4 podudzia, 4 pałki z kurczaka
miód, ketchup
olej, sól, pieprz, zioła prowansalskie
ziemniaki
Zasada leniwego obiadu jest prosta - minimum czasu w kuchni, maksimum na kanapie.
Zakupiłam podudzia i pałki z kurczaka (po 4 sztuki każdego). Wstawiłam piekarnik na 200 stopni. Umyłam mięso i ułożyłam w lekko polanym olejem naczyniu żaroodpornym. Popieprzyłam, minimalnie posiliłam, oprószyłam ziołami prowansalskimi. Na każdą część kuraka położyłam ok. 1,5 łyżeczki miodu i tyle samo ketchupu chilli (zakupionego w ulubionym sklepie Delikatesy Dookoła Świata).
Potem na jakieś 45 minut do piekarnika (ale spokojnie może siedzieć sobie tam i godzinę, jeśli nie chce się Wam wstawać do niego wcześniej z kanapy). W międzyczasie gotuję ziemniaki - jak zawsze w skórkach, coby się nie męczyć obieraniem i paznokci sobie nie niszczyć...
Wczoraj kurczaka podałam z dynią wg. Najsztuba (przepis z grudniowych Wysokich Obcasów Extra, wykorzystany podczas jesiennego szału przetworowego, który kiedyś oczywiście opiszę).
Smakowało, starczyło na dwa leniwe obiady weekendowe (drugiego dnia ziemniaki podgrzewały się w sosie i były mmmmm!).
Składniki:
4 podudzia, 4 pałki z kurczaka
miód, ketchup
olej, sól, pieprz, zioła prowansalskie
ziemniaki
Subskrybuj:
Posty (Atom)


