Po rozmrożeniu i obraniu okazało się, że jest około 650g jarzębiny. I wtedy zaczęłam szukać przepisu. Znalazłam taki - zaciekawił mnie ze wzlędu na gruszkę :) Wrzuciłam zatem pierwszego wieczora jarzębinę na patelnię, zalałam szklanką wody i zasypałam szklanką cukru.
Zagotowywałam wczraj około trzech razy i pozwalałam spokojnie odparowywać (pewnie za każdym razem około 20 minut).
Dzisiaj Ukochany zaupił gruszki. Skroiłam jedną, dorodną sztukę w drobną kostke i dorzuciałam do gotującej się ponownie jazębiny.
I tak, po raz kolejny już (drugi dzisiaj) podgrzewam, odparowuję i czekam na moment, aż będzie gotowe do przełozenia do słoiczków i odwrócenia do góry nogami :)
A takie śliczności dodają właśnie smaku jesieni!
A tak wyglądają konfitury dzień później, ponownie smażone i gorące włożone do przygotowanych wcześniej małych słoiczków.
Konfitury lubią stać do góry nogami...







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz