poniedziałek, 3 listopada 2014

Konfitura jarzębinowa z gruszką

Mój Ukochany nakazał mi opróżnić zamrażalnik z jarzębiny, która zalegała tam od jakiś 2 lat... Zerwana dawno temu, miała po zamrażalniku zostać konfiturą. Była cierpliwa, więc właśnie się nią staje...

Po rozmrożeniu i obraniu okazało się, że jest około 650g jarzębiny. I wtedy zaczęłam szukać przepisu. Znalazłam taki - zaciekawił mnie ze wzlędu na gruszkę :) Wrzuciłam zatem pierwszego wieczora jarzębinę na patelnię, zalałam szklanką wody i zasypałam szklanką cukru.

Zagotowywałam wczraj około trzech razy i pozwalałam spokojnie odparowywać (pewnie za każdym razem około 20 minut).


Dzisiaj Ukochany zaupił gruszki. Skroiłam jedną, dorodną sztukę w drobną kostke i dorzuciałam do gotującej się ponownie jazębiny.


I tak, po raz kolejny już (drugi dzisiaj) podgrzewam, odparowuję i czekam na moment, aż będzie gotowe do przełozenia do słoiczków i odwrócenia do góry nogami :)


A takie śliczności dodają właśnie smaku jesieni!


A tak wyglądają konfitury dzień później, ponownie smażone i gorące włożone do przygotowanych wcześniej małych słoiczków.


Konfitury lubią stać do góry nogami...

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz