środa, 21 maja 2014

fettuccine z kurczakiem i bakłażanem

Bakłażany są tworem z pewnością boskim - poczynając od koloru, poprzez zmysłowy kształt, a na smaku skończywszy! Ponoć niegdyś w Turcji dziewczyna, która chciała wyjść za mąż, aby usidlić wybranka, musiała umieć przyżądzić przynajmniej 50 pdań z bakłażana. A dania te nie przechodziły testu przyszłego męża, ale przyszłej teściowej!


Bakłażana kroję na plastry o grubości ok.1 cm, układam płasko na talerzu i posypuję solą (u mnie akurat prawdziwa sól z Wieliczki). Bakłażany muszą tak trochę poleżeć, aby puściły wodę (około 20 minut).


Kiedy bakłażan sobie leżakuje, kroję na pasko-kostki pierś z kurczaka, polewam oliwą i posypuję pieprzem oraz tymiankiem. 


Kroję na małe kawałki kilka (u mnie dużo jak zawsze) ząbków czosnku i razem z kurczakiem smażę na rozgrzanej patelni. 


Wstawiam też do gotowania fettuccine - tam nie ma co kombinować, przepis na opakowaniu prawie zawsze ma rację.


Po około 20 minutach leżakowania bakłażana wycieram go z wody i z części soli, a potem kroję na paski. 


Zdejmuję kurczaka, dolewam oliwy i smażę bakłażana, aż wszstkie kawałki zmienią kolor na ciemniejszy (a nawet się lekko przyrumienią niektóre). Trzeba uważać i ewentualnie dodawać oliwy, bo bakłażan lubi ją "wypijać" (przez to jest w smaku rozkosznie tłuściutki!)... 


Na ostatnie chwile dorzucam kurczaka, żeby go jeszcze trochę ogrzać.


I to wszystko - makaron podaję z bakłażanem i kurczakiem. Do tego wypiliśmy różowe, wytrawne, portugalskie wino.

PS. Nie wiem czy też tak macie, ale czasem celowo nie włączam wentylatora w kuchni, jak gotuję, żeby zapach gotowania rozniósł się po całym domu... Zazwyczaj wtedy, gdy smażę czosnek lub cebulę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz